Bandyci napadli w lesie na młodą kobietę w mundurze, myśląc, że jest bezbronna i niezdolna do obrony, ale w tym momencie ktoś wyłonił się z głębi lasu i minutę później mężczyźni klęczeli, błagając o litość.

ROZRYWKA

Bandyci napadli w lesie na młodą kobietę w mundurze, myśląc, że jest bezbronna i niezdolna do obrony, ale w tym momencie ktoś wyłonił się z głębi lasu i minutę później mężczyźni klęczeli, błagając o litość.

„Rozumiesz, że nikt tu nie usłyszy twoich krzyków” – powiedział jeden z bandytów, otaczając młodą kobietę w mundurze na wąskiej leśnej ścieżce.

Byli na misji już od trzech miesięcy i z nudów zaczęli szukać kogoś, kogo mogliby nękać. I oto była – młoda kobieta, samotna, w mundurze, bez wsparcia. Założyli, że jest bezbronna.

„Musisz być naszą nową sanitariuszką” – zadrwił drugi. „Zamierzasz mnie leczyć? Boli mnie tutaj” – wskazał na swoją pierś i wybuchnął śmiechem.

Popatrzyli na siebie, rzucali ordynarnymi żartami i próbowali ją zranić słowami. Jeden z najbardziej bezczelnych nagle wyciągnął dłoń i przeczesał jej włosy.

„Są miękkie. Dawno nie dotykałem takich włosów”.

Młoda kobieta stała nieruchomo. Wewnątrz wszystko napinało się ze strachu, ale nie dawała sobie tego po sobie poznać. Wiedziała, że ​​oznaka słabości tylko by ich jeszcze bardziej do tego zachęciła.

„Zostaw mnie w spokoju, bo pożałujesz” – powiedziała spokojnie.

„Patrz, ona gada” – zadrwił ten z ogolonym karkiem. „Myśleliśmy, że jesteś niemy”.

Znowu się roześmiali. Jeden z nich zrobił kolejny krok naprzód, gotowy kontynuować swoje kpiny.

Ale w tym właśnie momencie ktoś wyłonił się z lasu, a żołnierze padli na kolana, błagając o życie.

W tym momencie z głębi lasu dobiegł niski warkot.

Między drzewami pojawiły się trzy duże psy służbowe. Poruszały się szybko i bezszelestnie. W następnej sekundzie wszystko się zmieniło.

Psy rzuciły się naprzód. Mężczyźni nie mieli nawet czasu, żeby zrozumieć, co się dzieje. Jeden po drugim leżeli na ziemi, osłaniając się rękami i krzycząc ze strachu. Zwierzęta precyzyjnie wykonywały ich polecenia i przytrzymywały ich, nie dając im szansy na podniesienie się.

Nikt już się nie śmiał.

„Zawołajcie ich, gryzą!” krzyknął jeden z nich, próbując się odczołgać.

Młoda kobieta patrzyła w milczeniu. W jej oczach nie było już strachu.

„Proszę, zatrzymajcie ich. Bardzo nam przykro. Nie wiedzieliśmy” – powiedzieli pospiesznie pozostali.

Dopiero wtedy młoda kobieta wydała krótki rozkaz, a psy się cofnęły, choć nadal obserwowały mężczyzn.

Jeden z nich, ciężko dysząc, zapytał jednak:

„Kim pan jest?”

Młoda kobieta poprawiła kołnierzyk munduru i spokojnie odpowiedziała:

„Major Sił Specjalnych. A to moje psy służbowe. Ja też jestem na misji. Obawiam się tylko, że dla pana służba już się skończyła”.

Las znów ucichł. Ale teraz nikt z nich nie odważył się nawet uśmiechnąć.

Rate article
Add a comment