Claire i Julien od dawna marzyli o dziecku. Po wielu próbach, rozwianych nadziejach i cichych nocach zdecydowali się na adopcję. Pewnego zimowego poranka zadzwonił telefon:
„Wczoraj wieczorem urodził się mały chłopiec. Biologiczna matka podjęła trudną, ale pełną miłości decyzję. Czeka na rodzinę”.
Nie musieli długo się nad tym zastanawiać. Wsiedli do samochodu, a ich ręce trzęsły się ze wzruszenia.

Na oddziale położniczym pielęgniarka zaprowadziła ich do cichego pokoju. W małym, białym łóżeczku spało spokojnie niemowlę, z zaciśniętymi piąstkami i lekkim oddechem. Claire podeszła bliżej, jej serce waliło.
„To on?” – zapytała łamiącym się głosem.
Pielęgniarka się uśmiechnęła.
„To twój syn”.
Julien również podszedł bliżej. Stali tam w milczeniu, patrząc na to maleńkie stworzenie, które nie miało pojęcia, że właśnie odmieniło ich życie.
Nazwali go Eliott.

Każdy dzień był odkryciem: jego pierwszy uśmiech, jego łzy w środku nocy, pierwszy raz, kiedy ścisnął palec Juliena lub zasnął na piersi Claire. Obsypywali go czułością, słodkimi piosenkami i zdziwionymi spojrzeniami.

Pewnego wieczoru, gdy karmiła go butelką, Claire szepnęła do syna:
„Nie urodziłeś się ze mnie, ale dla mnie. I będę cię kochać przez całe życie”.
Julien dodał, opierając rękę na łóżeczku:
„Długo na ciebie czekaliśmy, mały cudzie. Ale teraz jesteś w domu”.







